aikidoka na wesoło
Napisano Ponad rok temu
Miłego szukania harmonii z przeciwnikiem poza matą, czy choćby na randori :wink:
Napisano Ponad rok temu
Nie kapuje o co chodzi z tym "na krawędzi"
nawet się nie przyznawaj!!!
Napisano Ponad rok temu
Albo BUTIKto sie nazywa sponsoring niedlugo z tylu na kimonach beda nosic znaczek MC
Napisano Ponad rok temu
Albo BUTIKto sie nazywa sponsoring niedlugo z tylu na kimonach beda nosic znaczek MC
sing grrr...
Napisano Ponad rok temu
znajomy do mnie.
"Aikido nie sluzy do walki na ulicy"
Napisano Ponad rok temu
Napisano Ponad rok temu
Mianowicie - jak wiadomo początki są trudne. Np. przewroty. Czego to ci nowi z nimi nie wyczyniają! Ale ten kolega szybko dość sobie poradził z mae ukemi (może po części dlatego że trenował wcześniej inne sztuki walki, więc był sprawny fizycznie). Ale kiedy przyszła pora na ushiro ukemi: po tłumaczenia próbuje. Przetoczył się do tyłu, ale tak że zamiast na nogach wylądować z powrotem, stanął na rękach, rozejrzał się z niezadowoleniem dookoła że nie wyszło coś, po czym zszedł na nogi i spróbował ponownie. Sytuacja się powtarza raz za razem. Wszyscy w dojo praktycznie gały wybałuszyli, zresztą, możecie się domyśleć jak sądzę 8) 8O
Napisano Ponad rok temu
(...) jak wiadomo początki są trudne. Np. przewroty.(...)
No ba.
Trenowaliśmy kiedyś na tak zwanej sali kolumnowej. Była ci ona piękna jak nie wiem, miała przyzwoitą kubaturę, wielkie od podłogi do sufitu okna, dogodne położenie w niezbyt ruchliwej części budynku i miała też w okolicach shimoza, tuż przy krawędzi maty, słusznych rozmiarów (ca. 70 cm śrenicy) trzy czy cztery betonowe filary.
I stało się albowiem, powiadam, że dnia pewnego sensei nasz wziął se na środek kilku bardziej posuniętych i pokazywał im jakieś hardkorowe triki, a nas początkujących puścił w obieg- rolki w przód z przyklęku i bez wstawania dookoła maty, hejże ha. Sama radość. Po drugim okrążeniu wstałem gładko na nogi; czując ki płynącą przeze mnie jak wodospad, cisłem bez zatrzymywania naprzód i po pół kroku wbiłem się centralnie czołem w jeden ze wspomnianych filarów. Świat odpłynął we wszystkich kierunkach naraz, odgłosy upadków i zduszone jęki ucichły, a ja trwałem w absolutnej harmonii z kosmosem kontemplując subtelną fakturę lamperii.
Mój nauczyciel, usłyszawszy dupnięcie, obrócił się przez ramię, zmierzył mnie wzrokiem pełnym niesmaku i z lekką irytacją powiedział:
- Zostaw go! Co on ci zrobił?
Po jakichś 15 minutach wróciłem z matrixa na tyle, że mogłem dociągnąc do końca treningu. Wracając do domu, raczej trzymałem się kierownicy niż prowadziłem, a baniak napieprzał mnie jeszcze trzy dni.
Przed następnym treningiem, witając się ze mną, sensei obejrzał mnie skrupulatnie i dobrotliwie zagaił:
- O, widzę że główka nie pękła...
(Tak nawiasem mówiąc, to chyba każdy ćwiczący na tej sali przynajmniej raz zaliczył jeden ze słupów, zwanych w gwarze Filarami Mądrości. Pół biedy, jeśli przodem...)
Napisano Ponad rok temu
he pamietam staż z Pat Hendrix.. dzwnie sie skakalo pomiedzy tymi słupami
Napisano Ponad rok temu
na Narutowicza w Wawie?
Nie, spory kawałek w dół mapy
Myślałem, że te słupy w dojo to przypadłość Polski Południowej, a tu się okazuje, że pewne doświadczenia są wspólne, nieazależnie od geografii.
Pozdrawiam wszystkich ze wstrząśniętymi mózgami i połamanymi nosami. Nie będzie filar pluł nam w twarz!
Napisano Ponad rok temu
na Narutowicza w Wawie?
Nie, spory kawałek w dół mapy
Myślałem, że te słupy w dojo to przypadłość Polski Południowej, a tu się okazuje, że pewne doświadczenia są wspólne, nieazależnie od geografii.
Pozdrawiam wszystkich ze wstrząśniętymi mózgami i połamanymi nosami. Nie będzie filar pluł nam w twarz!
No to ja opowiem wam coś o ścianie (nie słupach) . Dawno, dawno temu w jednej z sekcji po treningu kilka osób zostało na macie i ćwiczyli sobie coś tam, głównie ukemi. Jednak pewna młoda aikidoczka poprosiła bardziej doświadczonego kolegę, by ten plecy jej pomasował, bo coś tam ją bolało. Kolo zapodał jej, coby gi zdjęła, bo przez grubą bawełnę plecioną to się ciężko masuje. Założył przy tym, że dziewoja ma pod spodem jakowyś busthalter czy inne tego typu ustrojstwo. Okazało się jednak, że panienka miała tasiemki w gi wszyte, coby się jej poły nie rozchodziły, zaś pod spodem - nic (no, może poza niezbyt dużym, ale sympatycznym biustem ). Panienka młoda stażem była, więc polecenie kolegi doświadczonego wykonała, w końcu sw to hierarchia! No i gdy ona swe wdzięki obnażyła, to pewien aikidoka właśnie ćwiczył sobie tzw dłuugie mae ukemi, więc zezując w bok na tak nieoczekiwany a miły widok wybił się do kolejnego dłuugiego padu, a uczynił to jakieś 80 cm od ściany, gdzie poprzedni dłuuugi pad skończył... Przyjął biedaczysko ścianę centralnie na główkę... Ach, te kobiety!
Pozdrowienia dla: Ewy (już nie ćwiczy ), jej męża i Alka (nadal ćwiczy)
APAS (rozbawiony tym, jak to drzewiej na matach bywało)
Napisano Ponad rok temu
Pozdrowienia dla: Ewy (już nie ćwiczy ), jej męża i Alka (nadal ćwiczy)
APAS (rozbawiony tym, jak to drzewiej na matach bywało)
To ja tylko tak z kobiecej ciekawości czy ten kolega co ją masował został jej mężem? dotknął jej nagiego ciała i nie miał już wyjścia?
czy też może kolega który przywalił w ścianę został zauroczony na wieki?
pekar (lubiący takie romantyczne historie)
Napisano Ponad rok temu
Jej obecny mąż nie miał nigdy nic wspólnego z aiki - żaliła mi się nawet kiedyś, że gdy już po slubie osiedli w całkiem innym mieście i ona chadzać na treningi poczęła (co zarzuciła dwa lata później), to on miał to głęboko i towarzyszyć jej nie chciał... Koleś, co ścianę zaliczył psychologiem został, więc może jakiś uraz? A osobnik wówczas masujący... no cóż, mężem nie został, choć rzeczonego męża kiedyś tam poznał, stąd pozdrowienia
Pozdrowienia dla: Ewy (już nie ćwiczy ), jej męża i Alka (nadal ćwiczy)
APAS (rozbawiony tym, jak to drzewiej na matach bywało)
To ja tylko tak z kobiecej ciekawości czy ten kolega co ją masował został jej mężem? dotknął jej nagiego ciała i nie miał już wyjścia?
czy też może kolega który przywalił w ścianę został zauroczony na wieki?
pekar (lubiący takie romantyczne historie)
Napisano Ponad rok temu
Napisano Ponad rok temu
[link widoczny dla zalogowanych Użytkowników]
Napisano Ponad rok temu
Twoja kobieca intuicja Cię nie zawiodła - choć "samczo" najmniej na tej niespodziewanej sytuacji skorzystałem, bo klęcząc za ową koleżanką, która zaraz położyła się na macie widziałem najmniej, a jak wiadomo faceci to wzrokowcy No, ale przynajmniej w ścianę nie przywaliłemAPAS, moja kobieca dedukcja podpowiada mi, że to Ty masowałeś...
A tak przy okazji - po latach, gdyśmy sie z Ewą spotkali gdzieś w Stolycy gdzie ona obecnie mieszka to kupa śmiechu przy wspominaniu była, że ona taka wtedy zdyscyplinowana aikidoczka... Tylko jej mąż jakiś taki markotny był, nie wiem czemu :twisted:
Napisano Ponad rok temu
Historyjka może średnio zabawna, ale...
Akurat jakaś technika była, z tego co pamiętam, było to, hm, Irimi Nage,
ale się pokroić nie dam. Sensei krzyknął "Hajime !" i wszyscy rzucili się do
trenowania. Nasz Sensei miał taki styl, że przechadzał się pomiędzy ćwiczącymi, po czym brał którąś parę i pokazywał na niej właściwe
wykonanie techniki (oczywiście majtając nieszczęśnikami po sali).
Akurt trafił na kumpla i mnie. Póki Sensei konwencjonalnie przedstawiał
nam zalety przytulania się do mat, było w porządku. Ale nagle poniosła
go fantazja i postanowił coś udziwnić. Trafiło na mnie. Sensei mówi "a można to zrobić jeszcze tak na przykład". No i szybkim ruchem wystawia
dłoń prosto na moją twarz.
I wtedy właśnie włączył mi się Max Payne. Wszystko zwolniło szalenie, odpłynęły gdzieś krzyki z sali, a ja z przerażeniem ujrzałem jak moja
zdradziecka lewa ręka, trenowana na niegodnych combatach składa się
do "haka". "Hak" z zacisniętą pięścią mija dłoń Sensei, a ja nie mogę jej powstrzymać. Odświeżanie obrazu siadło mi do 5 fps. Zdążyłem tylko
dostrzec jakby zaskoczony wyraz twarzy Sensei. Włożyłem całą siłę
woli w powstrzymanie mej kończyny i tylko cudem pieść omsknęła mi
się, zawadzając delikatnie przypruszoną siwizną skroń Sensei.
Nagle wszystko wróciło do normy.
Opanowany grozą schowałem pięść za siebie, w pełni przygotowany na
reprymendę ze strony Sensei polegającą na wyciągnięciu zza pazuchy
dai-katany i oberżnięciu mej bluźnierczej kończyny.
"PRZEPRASZAM SENSEI ! PRZEPRASZAM !"
Załkałem mając przed sobą wizję kilkudziesięciu kolejnych lat klepania w
klawiature jedną tylko dłonią.
"Nic się nie stało". Odrzekł Sensei odchodząc.
Tej nocy z trudem zasnąłem, a i tak dręczyły mnie straszliwe koszmary
i wyrzuty sumienia.
Użytkownicy przeglądający ten temat: 9
0 użytkowników, 9 gości, 0 anonimowych
10 następnych tematów
-
Codzienny trening.
- Ponad rok temu
-
Egzaminy.
- Ponad rok temu
-
hakama
- Ponad rok temu
-
Słownik przebojów frazeologicznych moderatora
- Ponad rok temu
-
Jest taki koles u nas w Berlinie...
- Ponad rok temu
-
Klimaty z maty
- Ponad rok temu
-
Pomoc dla nowego ślązaka z przymusu
- Ponad rok temu
-
lektury obowiązkowe aikidoki
- Ponad rok temu
-
Kacik techniczny: atakujac za pomoca tanto....
- Ponad rok temu
-
Kacik techniczny: ikkyo
- Ponad rok temu