Roberto, tak mnie zaciekawiłeś, że po przeczytaniu obu artykułów poszedłem do jedynego miejsca odosobnienia w mojej firmie (czytaj "do kibla"

) i spróbowałem wykonać obie wersje ćwiczenia.
I doszedłem do wniosku, że różnica może i jakaś jest, z tym, że chcąc to wykonać tak, jak Matt opisuje, to... ja nie umiem

Zawsze jakoś ugnę te ramiona. Muszę zobaczyć, jak Matt to robi, najlepiej na jakiejś szkoleniówce (tylko on się cholera tak ceni, że nie mam ochoty w niego inwestować na ślepo).
Natomiast na podstawie poczytanych ostatnio artykułów o "dawnych atletach" (pamiętasz, podawał ktoś na Gorinkanie linki jakiś czas temu) i rozmów z kolegami ćwiczącym jogę sądzę, że różnica w tych pompkach leży trochę gdzie indziej.
Oni wszycy podkreślali dokładność w wykonaniu ruchu i rolę ćwiczeń, które wykorzystywały pełny zakres ruchu w danym stawie. Zazwyczaj w połączeniu z oddechem. Ćwiczenia, które nie tylko pompowały mięsień, ale również mocno go rozciągały (i to widać na podanych przez Ciebie zdjęciach. Matt jest znacznie bardziej wyciągnięty w górę w ostatnim etapie ćwiczenia). Że nie wspomnę o nastawieniu mentalnym. I wskazówki do wykonania konkretnego ćwiczenia były/są bardzo szczegółowe. Tam nie ma miejsca na improwizację. Czyli reasumując jest szansa, że różnice są, ale smutna prawda jest taka, że bez przećwiczenia pod okiem kogoś, kto dokładnie wie, jak powinny wyglądać nie odczuje się tej różnicy.
K.