
postanowiłem zrobić coś na podobną modłę.
Qkiel proponował cieńszą stal, ale ja stwierdziłem, że pięknie wyglądać będzie takie maleństwo zrobione z bardzo grubej stali, więc na warsztat poszła stal o grubości 7 mm. W sumie była to moja wspominana już najgrubsza część tasaka z hartowanej stali D2 (tak ją okreslili znawcy).
Najpierw wstępne wycięcie kształtu, tym razem brzeszczotem z okruchami wolframu. Długo, mozolnie i powoli, ale wyłoniły się zarysy noża.
Potem stal poszła w maszynowe imadło i do akcji wstąpił oddział pilników. Od wielkich, aż po malutkie diamentowe iglaki. Szlifowanie trwało baaaaardzo długo, a ból dłoni był niesamowity... Cóż, nienawykłe człowiek ma jeszcze ręce do pracy narzędziami ręcznymi...
Wywiercenie otworu, więc spacer do tego samego znajomego, który wywiercił mi otwory w moim pierwszym customie. Nie mam jakoś zapędów do kupowania takich drogich wierteł... Pół godzinki wiercenia i zadowolony wracam do domu.
Pojawiło się pytanie, jak ozdobić ten nożyk. Nie za bardzo podobał mi się pomysł robienia nacięć na górnej powierzchni, tak samo nie podobał mi się pomysł grawerowania, trawienia boków. Postanowiłem jako ozdobę wykorzystać właśnie otwór. W otwór wklejona na poxipol miedziana rurka, z lekko sfazownymi średnicami wewnętrznymi. Rurka wklejona, obcięta.
Teraz najgorsza część pracy, która jeszcze jest dla mnie niebywałą masakrą - szlifowanie kąta ostrza. Znów pilniki, pilniki, pilniki... Cały dzień szlifowania, potem poprawiania iglakami i uzyskałem kąt, który mi odpowiadał. Nawet ładnie to wyszło i chyba po raz pierwszy byłem naprawdę zadowolony z tego etapu pracy.
Teraz przyszła kolej na polerowanie. Drobniutki papier ścierny, potem guma polerska, a na koniec filc i pasta polerska, aż wreszcie sama pasta. Ciężko jak smok szło, bo nożyk malutki i nie było jak dobrze złapać go w palce. Ale po iluś tam godzinach, miałem ładnie spolerowane powierzchnie. Celowo nie polerowałem ostrza, gdyż uznałem iż będzie ładnie wyglądał taki surowy, nawet gdy powierzchnia nie jest idealna.
Rzemyczek jakiś stary, ładnie w otworek, potem wycięta aluminiowa obrączka, miedziany drucik i jeszcze jedna obrączka. Wszystko ściśnięte i dobrze trzyma.
Pochwa nie jest szczytem kunsztu rymarskiego... Miał być na niej wytłoczony obraz 23 indian pędzących na mustangach za wielkim stadem bizonów, ale pochwa jest tak mała, że zmieściłby się tylko jeden zadek bizona...

No i tym sposobem powstał mały, ale paskudnie ostry i bezczelnie mocny MAMMOTH JUMBO CUSTOM
[link widoczny dla zalogowanych Użytkowników]
[link widoczny dla zalogowanych Użytkowników]
[link widoczny dla zalogowanych Użytkowników]