Re: Pytanie do kolegów w UK.
Ja tam w sumie nie wiem jak to jest dokladnie, ale ze sa przewrazliwieni to na pewno. To jest w sumie kwestia tak jak by tradycji

U nas jak jest zadyma to kazdy rozbiera najblizszy plot i uzbrojony w jakze szlachetna bron rusza w boj. Jak nie ma sztachety to sie uzywa czlonkow ciala i tez git. Anglicy (podobno) od zawsze mieli tendencje do wyciagania czegos ostrego i jechania tym na calego - stad to lekkie uczulenie sluzb :wink: Co do ludnosci cywilnej, to w zasadzie kazdy ma w d..ie co tam nosisz w kieszeni, to bardzo tolerancyjny narod. Jesli zas chodzi o ewentualnych zainteresowanych twoim orezem (czyt. smiesznych panow w smiesznych wdziankach, ktorzy jako jedyni na swiecie w tej profesji nie nosza broni) to oni raczej sie nie czepiaja o byle co, a jesli juz to i tak daleko sa od zagladania do kieszeni.
Ja tam bylem 5 miesiecy. Po jakims miechu biegania do roboty z plecakiem pelnym kanapek odkrylem ze w bocznej kieszeni ciagle jezdzi moje wedkarskie urzadzenie - stary, znaleziony kiedys pod plotem, tradycyjnie rozkladany scyzoryk, majacy po rozlozeniu kolo 30cm. Anglik ktoremu go pokazalem ostrzegl mnie grzecznie zebym lepiej uwazal, bo w przypadku odnalezienia tego przez policje czekaja mnie konsekwencje gorsze niz za posiadnie sporej ilosci narkotykow. Przestrogi wysluchalem, noza z kieszonki nie wyjalem, bo znajdujac go w tej kieszonce poczulem sie jak bym znalazl przyjaciela 2000km od domu :roll: Do konca pobytu nikt go w moim plecaczku nei widzial, ale tez nikt o niego nie pytal, wiec ogolnie chyba spoko :wink: Powodzenia w UK.