Skocz do zawartości


Zdjęcie

Jak noz uratowal zycie (dluuugie)


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
20 odpowiedzi w tym temacie

budo_akme
  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 1650 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano Ponad rok temu

Jak noz uratowal zycie (dluuugie)
Wielu z Was zna pewnie ten tekst, ale jako ze nie wszyscy czytuja "Survival" pomyslalem, ze warto wrzucic...
Jesli za dlugie to SORRY...

"Przeczytajcie Państwo historię jak ten nóż uratował życie człowiekowi?
Dyskusja o tym, jaki nóż terenowy jest najlepszy, trwa od zawsze, temat jest jak rzeka i pewnie nigdy się nie skończy:
szwajcar, Opinel, bowie, nóż Rambo, tanto, stal nierdzewna... Ja zawsze na wyprawy zabieram ze sobą jakiś "najulubieńszy" i
najczęściej noszę go w pochwie przewieszonej przez pierś, a przynajmniej na zewnątrz ubrania, aby szybko i łatwo można go
było dobyć i nie zgubić.
. Napisana przeze mnie notatka z wyprawy,
czytana dzisiaj, brzmi niegroźnie: ,,(...) poszedłem fotografować za cypel. Zapadłem się w klejące bagno. Wystraszyłem się
mocno...". I tyle. A przygoda mogła zakończyć się tragicznie. Uratowały mnie spokój, szczęście, wodery - wysokie rybackie
buty - a przede wszystkim to, że zawsze w terenie mam ze sobą solidny nóż.
Przed południem dotarliśmy do rzeki Sziszchid. Przeprawiliśmy się tratwą na drugi brzeg (konie popłynęły wpław) i rozbiliśmy
obóz. Od rana siąpił deszczyk i wszystkim odechciało się dalszej wędrówki tego dnia. Marzyliśmy o ciepłym posiłku.
ciepłym namiocie i suchych ubraniach.
Po południu - jak to w Mongolii - nastąpiła raptowna zmiana pogody. Deszcz ustał, słonko wyjrzało zza chmur i nagle zrobiło
się cieplutko. Koledzy wyciągnęli wędki, ja aparat. Już kilka pierwszych rzutów blachą w okolicach obozu zaowocowało piękną
rybą. Chłopcy rozochoceni sukcesem zdecydowali, że pójdą dalej w dół rzeki łowić "poważniejsze" ryby. Ja zostałem w obozie
i, dopijając herbatkę, zastanawiałem się nad tym, jak wykorzystać dobre oświetlenie, czyli co sfotografować. Wokół mnie było
pięknie. Najbardziej malowniczy wydawał mi się cypel w dole rzeki. Zachęcał gęstwiną krzewów, połamanymi drzewami
sięgającymi aż do wody, wysoką skarpą nadbrzeżną i przede wszystkim ptactwem, które kokosiło się w płytkiej wodzie.
Wziąłem spinning ("Parę razy sobie rzucę..."), aparat z teleobiektywem, pudełko z błyszczami , nóż , ubrałem wodery i za
moment byłem gotów do wspaniałego samotnego pleneru fotograficznego i wędkowania.
Za cyplem, by zbliżyć się do brzegu. musiałem przedzierać się przez krzaki i powalone drzewa. Solidnie się zmęczyłem.
zanim wreszcie zobaczyłem przed sobą lustro wody. Pode mną, niestety, znajdowała się kilkumetrowa nadbrzeżna skarpa.
podmywana z dołu przez wodę. Miałem kilka metrów do jej brzegu, ale nie odważyłem się zbliżyć - widziałem pęknięcia na
ziemi i zdawałem sobie sprawę, że pod moim ciężarem zwały ziemi mogą natychmiast runąć do wody. Wraz z drzewami.
krzakami i głazami. Wyszukałem więc dalej miejsce, gdzie brzeg był łagodniejszy, i zsunąłem się w dół.
Między mną a stadkiem kolorowych kaczek pozostał jeszcze tylko pas nadbrzeżnej płycizny, na której rosły krzewy. Słyszałem
odgłosy kwakania i chlupot wody. Ptaszki miałem o krok! Podciągnąłem więc wodery, oparłem spinning o drzewo, włączyłem
aparat i sprawdziłem jego działanie, i wolno, ostrożnie zacząłem iść wzdłuż brzegu. Cały czas po twardym gruncie, omijając
wystające z błota gałęzie. Wreszcie dotarłem do płycizny. Było to miejsce równe. Piaszczyste, zacząłem więc po nim brodzić
śmiało, tym bardziej że wody było zaledwie do kostek. Właśnie znalazłem lukę w gałęziach krzaków, podniosłem aparat do
oka i szykowałem się do pierwszego zdjęcia. gdy... stało się. Dotychczas twarda skorupa piasku nagle się zarwała. najpierw
pod jedną, a zaraz potem pod drugą stopą. Zapadałem się, nie napotykając żadnego oporu!
Przed zanurzeniem się wraz z głową w bagnie uratował mnie refleks - opadłem na brzuch i podparłem się łokciami (w rękach
trzymałem aparat), co powstrzymało dalsze zapadanie się i pozwoliło mi na otrząśnięcie się z szoku. Woda lała się do środka
woderów, miałem mokre spodnie, łokcie i kamizelkę na piersi. a myśli jak burza przelatywały mi przez głowę. Pierwsza:
przypomniałem 'sobie, jak mówiono mi, że niedawno w takim właśnie miejscu utopił się koń, bo żadną siłą nie dało się go wydobyć
z kleistego bagniska. Kolejna: "Nikt mi nie pomoże - w obozie pusto, nikt mnie nie będzie szukał, chyba że dopiero w
nocy". Jeszcze później: "Mój drogi sprzęt fotograficzny! Nawet jeśli go nie utopię, a tylko wpadnie mi w błoto, to i tak kaplica -
już więcej nie pofotografuje ... I cóż to będzie za dotkliwa strata finansowa". A w końcu: "Boże, jakże głupio byłoby tak tutaj
skończyć! Zupełnie samotnie i bez sensu! I jaki kłopot dla kolegów...".
Obok mnie wystawała z błota rachityczna, spróchniała gałąź. Zbyt słaba, by się jej uchwycić, ale wystarczająco mocna, by
ostrożnie i powoli powiesić na niej aparat. Był już bezpieczny. Odetchnąłem. Miałem wolne ręce.
Teraz. nie zmieniając pozycji, zacząłem rozglądać się wokół, by ocenić sytuację. Wyglądała beznadziejnie. Nie zauważyłem
nic, czego mógłbym się uchwycić i przytrzymać czy podciągnąć. Żadnych gałęzi, drzew, drąga...
Mając już wolne ręce, położyłem się jeszcze bardziej płasko na brzuchu i w tej bezpieczniejszej pozycji, powoli, najpierw
poruszając tylko dłońmi, potem przedramionami i ramionami, nagarniałem pod siebie patyki i gałązki, aż zrobiłem z nich coś w
rodzaju poduszki pod piersiami. Wówczas spróbowałem poruszyć nogami. Niestety, bez rezultatu. Aż do bioder siedziałem
zaklejony w nadbrzeżnym ile. Oblepiony, jakbym wpadł do beczki z najlepszym klejem. Moje wodery tak się zassały, że były
nie do ruszenia. Stwierdziłem natomiast - co było pocieszające - że mógłbym łatwo wydobyć nogi z butów. Tylko co dalej?
Powtórnie spróbowałem delikatnie podciągnąć jedną nogę. Efekt był taki. że druga zapadła się głębiej. Z trwogą czekałem na
moment. gdy pod moją piersią załamie się wątła błotna skorupa.
Do wyboru miałem oczekiwanie na pomoc kolegów (..Wrócą po zmierzchu. zaczną mnie szukać") lub samodzielne ratowanie
się. Jedyną szansą wydostania się z pułapki było znalezienie jakiegoś pewnego oparcia. A nie widziałem nic takiego ani przed
sobą. ani z boków.
Ostrożnie wziąłem do ręki kawałek patyka i zacząłem nim badać wodę wokół siebie. Trwało to długo. w końcu jednak
wyczułem płytko pod powierzchnią wody, z prawej strony, jakieś półtora metra ode mnie, duży twardy przedmiot. Jego
wydłużony kształt wskazywał na zatopiony pień. Marznąc coraz bardziej w zimnej wodzie i nie widząc innej alternatywy ,
zdecydowałem dłużej nie czekać. Przeżegnałem się i zaryzykowałem. Najpierw jeszcze raz dokładnie oceniłem położenie
drewna, oznakowałem je, rzucając w to miejsce gałązkę, potem dobyłem noża założyłem na nadgarstek pętlę linki
przywiązanej do rękojeści, zaciągnąłem ją, przeżegnałem się jeszcze raz i w końcu rozpaczliwym szczupakiem opierając lewą
rękę na poduszce z gałęzi, przesunąłem się jak najdalej do przodu, wysuwając jednocześnie nogi z woderów. Lewa ręka
zapadła się natychmiast po ramię w bagnisko. ale zdołałem - już padając piersią i twarzą w błoto - rozpaczliwie i z całej siły
uderzyć nożem trzymanym w prawej ręce.
Cóż to była za ulga. gdy czułem, jak mój kochany nóż wbija się z dużą siłą w namokły pień drzewa. Wprawdzie pod moją lewą
ręką i piersią skorupa bagienna zapadała się dalej, nie mogłem oddychać i oczy miałem zalepione błotem, ale wiedziałem już,
że jestem uratowany, bo żadna moc nie zmusiłaby mnie do puszczenia rękojeści noża! Mojego Walthera P-99, z głownią ze
stali 440 SS. grubej na pięć milimetrów.
Oślepły, obracając głowę w bok, wysunąłem usta nad wodę. Kurczowo trzymając nóż prawą ręką, wydobyłem z błota,
niezdarnie i z mozołem, rękę lewą. Uchwyciłem nóż obiema rękami i, podciągając się powoli wywlokłem się z iłu zostawiwszy
w nim wodery. Gdy oparłem się piersią o drzewo pozostało mi tylko wytrzeć twarz z błota, odsapnąć, usiąść i uspokoić bicie
serca. Używając dwóch pni podpełzłem do zawieszonego aparatu. Wyciągnąć z bagna woderów I już mi się nie udało.
Wziąłem spinning i szybko wróciłem do obozu, by umyć się i uprać ciuchy. Wymyty, suchy, przebrany, szczęśliwy, grzejąc się
przy ognisku, zastanawiałem się. czy nie postąpiłem głupio. A co by było, gdybym nie trafił nożem w drzewo? Jeśli nie byłby to
solidny pniak, w który nóż mógł się mocno wbić, ale na przykład kamień? Ryzyko było wielkie. Może lepiej było czekać kilka
godzin na ratunek, nawet do rana następnego dnia? Z drugiej jednak strony, przez tak długi czas w wodzie o temperaturze
około 10°C uległbym hipotermii. Mógłbym też zapaść się głębiej i utopić. Chyba jednak czekanie na pomoc skończyłoby się
źle. Postąpiłem słusznie! Pochwaliłem też siebie za to, że miałem ze sobą solidny nóż.
Pułapka była wyjątkowo podła i perfidna. Obejrzałem sobie to miejsce dokładnie - rzeka naniosła do zakola i osadziła tam
mułek ? drobny, koloidalny, lepki ił. Gdy woda opadła, to jego powierzchnia podeschła i stwardniała. Potem poziom wody w
rzece podniósł się gwałtownie i powstało coś na podobieństwo kożucha na mleku.
Koledzy !wrócili dopiero o jedenastej w nocy. Przydźwigali zawieszone na drągu dwa piękne i ogromne tajmienie. Przy kolacji,
siorbiąc ugotowaną w kociołku zupę grochową, opowiedziałem im o swojej przygodzie i dodałem opowieść o tym, jak to rok
wcześniej w podobnym miejscu (podczas przekraczania rzeczki) utopił się koń mongolskiego przewodnika. Trochę było mi
wstyd własnej nieostrożności, ale uważałem, że lepiej niech chłopcy uczą się na moich błędach niż na swoich.
Do późna w nocy rozmawialiśmy o różnych niebezpiecznych przygodach, które były naszym udziałem w trakcie survivalowych
wypraw wędkarskich. Było o zarwanym lodzie na jeziorze, wywrotce łodzi, upadku ze skarpy do rzeki, strasznym, bo bliskim
uderzeniu pioruna. Nawet o tornado i zaskoczeniu przez morską falę pływową.
A wracając do mojej przygody. to zapamiętajcie proszę. że nie mnie pierwszemu solidny nóż uratował życie!

Bolek Uryn ? W śmiertelnej pułapce?- Survival nr 6/2003"
  • 0

budo_vince
  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 4029 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna

Napisano Ponad rok temu

Re: Jak noz uratowal zycie (dluuugie)
tak to wlasnie jest, nigdy nie wiadomo, kiedy noz moze sie przydac, super artykul Akme.
  • 0

budo_kaligula
  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 889 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna

Napisano Ponad rok temu

Re: Jak noz uratowal zycie (dluuugie)
ten text byl w jakims sklepie netowym jako opinia uzytkownika dotyczaca chyba walthera p-99 (?)
jedyna roznica to to, ze byl tam podany producent i model noza.
  • 0

budo_lubomir
  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 621 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna
  • Lokalizacja:stolyca (zapraszamy uprzejmię)

Napisano Ponad rok temu

Re: Jak noz uratowal zycie (dluuugie)
tu też jest, gdzieś koło połowy tekstu

...że jestem uratowany, bo żadna moc nie zmusiłaby mnie do puszczenia rękojeści noża! Mojego Walthera P-99, z głownią ze
stali 440 SS. grubej na pięć milimetrów.


  • 0

budo_kaligula
  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 889 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna

Napisano Ponad rok temu

Re: Jak noz uratowal zycie (dluuugie)
rzeczywiscie :) odpuscilem sobie czytanie tego jeszcze raz - zanotowalem tylko pojawiajace sie zwroty "solidny noz", wiec nadinterpretowalem to ;)
  • 0

budo_robertp
  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 2164 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano Ponad rok temu

Re: Jak noz uratowal zycie (dluuugie)
Victorinox ma na swojej stronie sporego PDFa z wycinkami gazetowymi, jak ich noże ratowały życie. Najczęściej ktoś się wycinał z pasów, ale sporo lekarzy robiło szwajcarskimi scyzorykami polowe operacje ratunkowe.
  • 0

budo_zgrywus
  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 347 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna
  • Lokalizacja:nie dotyczy

Napisano Ponad rok temu

Re: Jak noz uratowal zycie (dluuugie)

Victorinox ma na swojej stronie sporego PDFa z wycinkami gazetowymi, jak ich noże ratowały życie. Najczęściej ktoś się wycinał z pasów, ale sporo lekarzy robiło szwajcarskimi scyzorykami polowe operacje ratunkowe.


Potwierdzam, chociaz nie jestem lekarzem, wycinalem sobie Victorem haczyk z palucha :) :)
  • 0

budo_qkiel
  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 1732 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna

Napisano Ponad rok temu

Re: Jak noz uratowal zycie (dluuugie)
kutde chyba sobie sprawie takie male ustrojstwo...
jak proponuje znajomym szybka i malobolesna operacje nativem to nikt nie chce, ba, nawet argument o ukonczonym internetowym kursie chirurgicznym nie pomaga !
  • 0

budo_mr_twinkle
  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 655 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna
  • Lokalizacja:Wielkopolska

Napisano Ponad rok temu

Re: Jak noz uratowal zycie (dluuugie)
Swoją drogą - przy całym szacunku dla pana Uryna i jego ciekawych artykulów "nożowych", kiedyś też publikowanych w ŻP chyba, nie rozumiem jego wyboru Walthera P99 jako noża terenowego. Przecież to gruby sztyletowy "przebijak", miałem go w ręce i odłożyłem zdegustowany. Owszem, robi solidne wrażenie, ale do cięcia i rąbania to nie za bardzo... A że w tej sytuacji akurat jego penetracyjność się przydała, to inna sprawa. A jako fightera i tak wolę np. CS PK (z tych tańszych). A na wyprawę wolałbym już takiego Kabara USMC, nie mówiąc już o Fallkniven czy Ontario.
  • 0

budo_kubek
  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 895 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano Ponad rok temu

Re: Jak noz uratowal zycie (dluuugie)
Muszę się zgodzić z przedmówcą, że w teren to taki walterek nie specjalnie.
Z drugiej strony, najlepszy nóż survivalowy, to ten co go akurat masz przy dupie.
Pozdrawiam.
  • 0

budo_surval
  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 338 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna
  • Lokalizacja:Gdańsk

Napisano Ponad rok temu

Re: Jak noz uratowal zycie (dluuugie)
Tak jak mówi Kubek- ten nożyk Walther P-99 to w teren raczej cienki jest. To głównie nóż bojowy przeznacvzony do walki. Oczywiście że w takiej sytuacji dobrze że koleś miał wogóle jakiś nóż i ten mu pomógl w tej sytuacji, ale ogólnie lepszym wyborem był by SRK, BK 7 , Rat 7 Fallkniven np. A1 czy inne konstrukcje zaprojektowane specjalnie pod survival. Ogólnie w terenie w sytuacji zagrożenia życia to jaki kolwiek nóż jest super i może przeważyć szalę na naszą korzyść ratując nam życie.
Pozdr. Surval
  • 0

budo_rejs
  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 269 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano Ponad rok temu

Re: Jak noz uratowal zycie (dluuugie)
Jedyny problem ze coraz trudniej jest znaleźc taki teren gdzie taki noz jak wymieniles naprawde jest niezbedny. Co nie zmienia faktu ze jak masz ostrze pod reke to nigdy nie wiesz gdzie i jak moze sie przydac
  • 0

budo_rybak
  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 4174 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna

Napisano Ponad rok temu

Re: Jak noz uratowal zycie (dluuugie)
Na Messerforum zdaje sie ma ktos podpis "lepiej miec noz i nie potrzebowac, niz potrzebowac i nie miec".

Amen. Tu nie ma nic do dodania, co by tam sobie kto madry nie wymyslil.
  • 0

budo_kubek
  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 895 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano Ponad rok temu

Re: Jak noz uratowal zycie (dluuugie)
Rejs, jak nie możesz znaleźć "takiego miejsca", to pojedź nad Biebrzę.
I stanie się dla Ciebie obojętne, jaki to nóż, byle by był.
Oczywiście, że są noże lepsze i gorsze, jednak nie dajmy się zwariować.
Noże do survivalu, to nie to samo co noże za szkło.
Taki mały walterek, ma cenę porównywalną do Bolo od ontario i prawdę mówiąc jest to dla mnie zagadka.
Pewnie jest to kwestia marketingu, ale dla mnie to chore, że nóż którym można co najwyżej kredki temperować ma taką cenę jak dobrej klasy sierp toporek i ośnik razem wzięte.
Pozdrawiam.
  • 0

budo_rejs
  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 269 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano Ponad rok temu

Re: Jak noz uratowal zycie (dluuugie)
OK, racja.

Po prostu jak człowiek siedzi po uszy w robocie to zapomina o urokach natury (czytaj braku pradu, tv i kompa). Ale mam nadzieje ze nidługo wszytko nadrobie i wybiorę sie w jakąs dzicz na dłuzej.

A co do cen noży to o tym zawsze dysyduej rynek. Widocznie na rynku sa "klienci" którzy zapłaca duzo kasy za nuz do otwierania kopert. Gdyby ich nie było to i nie byloby takich badziewnych nozy. Tez kiedys uwazałem ze jest to chore wydać wiecej niz 100 zł za nóż. A teraz to wolę zapomnieć ile kasy utopiłem w nozach. A co najgorsze to planuje nastepne zakupy....

Pozdrawiam
  • 0

budo_kubek
  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 895 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano Ponad rok temu

Re: Jak noz uratowal zycie (dluuugie)
Ważne jest to, by nożyk, który kupiłeś za xxxxxxx plnów był dla Ciebie przydatny.
Jeśli chcesz wybrać się na jakąś wyprawkę, to zapraszam. Mamy chyba do siebie blisko, a mam do napisania następny tekst na MS. W weekend jadę nad narew. Co Ty na to??
Pozdrawiam.
  • 0

budo_rejs
  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 269 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano Ponad rok temu

Re: Jak noz uratowal zycie (dluuugie)
Dla mnie za szybko. Podjałem sie kilku spraw i do konca stycznia nie wychodze z roboty.
Ale przyjmuje zaproszenie tylko w pozniejszym terminie. Jest tu w okolicy grupa osob ktora bardzo ceni sobie wyprawy z dala od gniazdek elektrycznych. Wiec moze cos niedługo tylko wiekszego tez bedziemy organizowali. Prawdopodobnie jakiś przedłużony weekend (4 dni) u wschodnich sasiadów.
  • 0

budo_kubek
  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 895 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano Ponad rok temu

Re: Jak noz uratowal zycie (dluuugie)
OK. Jak coś to daj znać na priv.
  • 0

budo_wysz
  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 1649 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna

Napisano Ponad rok temu

Re: Jak noz uratowal zycie (dluuugie)
Kubek, a co byś powiedział na Bieszczady w weekend? Wyjazd w piątek wieczorem, powrót w niedzielę wieczorem. Też mam recenzje do napisania i paru znajomych do odwiedzenia?
  • 0

budo_akme
  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 1650 postów
  • Pomógł: 0
0
Neutralna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano Ponad rok temu

Re: Jak noz uratowal zycie (dluuugie)

Kubek, a co byś powiedział na Bieszczady w weekend?

Nie no... Wysz... Nie rob mi zajawki... teraz nie moge a tez bym sie chetnie wybral... :(
  • 0


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych

Ikona FaceBook

10 następnych tematów

Plany treningowe i dietetyczne
 

Forum: 2002 : 2003 : 2004 : 2005 : 2006 : 2007 : 2008 : 2009 : 2010 : 2011 : 2012 : 2013 : 2014 : 2015 : 2016 : 2017 : 2018 : 2019