
Pierwszym szokiem dla Jusi, która uczestniczyła dzielnie w całej wyprawie, było to iż jedynie ona nie posiadała hakamy, ale jak się przekonaliśmy szybko się przystosowała i po pierwszych niepewnych kroczkach radziła sobie całkiem dobrze.
Jak zwykle na tego rodzaju stażach pracowaliśmy zarówno z bokkenem - kata kashima, jak i mogliśmy poćwiczyć aikido.
Jeśli chodzi o kenjutsu, to robiliśmy 1,2,3,8,10 kata z 2 serii oparte na kenjutsu kashima shin ryu, ale w głównej mierze interpretacja poszczególnych kata wynika nie ze starego koryu, ale z przemyśleń i doświadczeń Filipa, a co za tym idzie raz na jakiś czas się zmienia

Natomiast w czasie treningów z aikido pracowaliśmy nad solidnymi podstawami - było sporo ćwiczeń statycznych i zajmowaliśmy się wykorzystywaniem głównych "pryncypiów aikida"

Dlatego też robiliśmy: ikkyo, shihonage, tenchinage, sotokaitennage, kaitennage, irimi nage.
W każdej technice Fikip podkreślał bardzo duże znaczenie dobrego irimi, bez którego żadna z tych technik nie miałaby prawa działać.
Wieczorkiem w sobotę wszyscy wraz z sensei'em udaliśmy się na strawę do pobliskiej karczmy o swojsko brzmiącej nazwie: Beergarten... 8)
Na tym kończe... może Jusi coś jeszcze dopisze
