Gawedzenie na treningach
budo_dojoman
Ponad rok temu
Żaden kurs nie nauczy opanowania grupy nadpobudliwych dzieciaków. Czego można się nauczyć w ciagu kilku godzin zajęć teoretycznych? Tylko praktyka. Kursy nie weryfikują ani predyspozycji do bycia instruktorem ani posiadanych umiejętności. Gdyby tak było, to papiery instruktorskie dostawałoby 10% uczestników kursów. A z tego co wiem, dostają wszyscy. To tylko maszynka do robienia pieniędzy. Dowodem na to jest obowiązek zaliczania takich kursów przez ludzi z dyplomami AWF - to przecież paranoja.Widzisz, śmiejesz się z tego, a ja uważam, że na kursie instruktorskim (bo o nim tutaj mowa) powinny być zajęcia, na których powiedzą ci chociażby, jak ogarnąć grupę nadpobudliwych dzieciaków na macie i jak radzić sobie w sytuacji, jaką opisał powyżej kolega Kurm.
Doświadczony rodzić jest w stanie 100 razy lepiej radzić sobie z dziecmi niz pani psycholog po pedagogice.
A kto to jest doświadczony rodzic? Czy ten co ma piatkę dzieci? Nie przesadzajmy ze znajomością swoich własnych dzieci przez rodziców. Wielu rodziców zachowuje się dokładnie tak samo jak wielu nauczycieli w szkole (są również bardzo dobrzy nauczyciele) tylko tłumacza się tym, że im wolno z własnymi dziećmi zrobić wszystko.
Do bycia dobrym instruktorem czy też nauczycielem trzeba mieć powołanie, do bycia dobrym rodzicem coś na kształt. Aby zostać instruktorem, trzeba ukończyć kurs (czytaj zaplacić), aby zostać rodzicem... każdy wie, co trzeba zrobić. Tylko co dalej?
Zrobił się OT.
budo_replicant
Ponad rok temu
dzieci w wieku o którym tu mowa są zwykle bardzo podatne na przyjmowanie wzorców ze świata dorosłych, szczególnie silna jest u nich fascynacja sprawnością i siłą fizyczną (trudno od 7 latka wymagać podziwu dla wiedzy akademickiej), i trener w hakamie, prawie samuraj z mieczem, potrafiący pokonać każdego doskonale wpisuje się w ten schemat.
W ten sposób już na starcie trener sztuk walki uzyskuje ogromną przewagę nad np. panią od matematyki, bo o ile umiejętność dodawania ułamków zwykłych nikomu chwały nie przysporzy, to już fakt uprawiania jakiegokolwiek sportu a w szczególności sztuk walki, jest dla szczeniactwa powodem do dumy (gorzej jak jakiś inny postanowi na szkolnym korytarzu sprawdzić co ten kurs jest wart w praktyce).
Tak więc o ile kursy pedagogiczne dla instruktorów na pewno nikomu nie zaszkodzą, wygląda na to, że "wystarczy" jak trener będzie cierpliwy i zrozumie, że 8 latek nie będzie w stanie skupić się na technice dostatecznie długo by zapamiętać sekwencję kilku (-nastu) kroków, obrotów, wymachów itp. i skupi się na tym by juniora nie zniechęcić. A odrobina stanowczości nie zaszkodzi, ostatecznie stojąc przed grupką dzieciaków trzeba być jak ten Seagall albo Norris, którego z wypiekami oglądają na filmach.
Czasami przychodzę wcześniej na trening i wchodzę popatrzeć na trening grupy dziecięcej i śmiać mi się chce, bo zwykle dziewczynki kategorycznie odmawiają bycia uke przy dźwigniach (przecież to boli) a dla odmiany 6-7 latki poruszają się w tak nieskoordynowany sposób, że trudno się w tych wygibasach np. ikkyo dopatrzeć, ale wszystkie są podekscytowane, bo za 5 min. nudna technika się skończy i będzie jakaś zabawa
budo_ligeia
Ponad rok temu
Oczywiście, że na zajęciach teoretycznych tego nigdy nie nauczą, a nawet, jak są jakieś zajęcia praktyczne, to to i tak zawsze będzie za mało, dopiero praktyka na co dzień, zdobywane doświadczenie to wszystko weryfikuje. Ale na zajęciach teoretycznych można podać pewne wskazówki, sposoby reakcji w takiej czy innej sytuacji. I dobrze by było, żeby robił to ktoś, kto takie sytuacje zna nie tylko z podręcznika, ale z własnej, wieloletniej praktyki. I to, uważam, jest możliwe i powinno być (jeśli dotąd nie jest) przekazywane na takich kursach.Żaden kurs nie nauczy opanowania grupy nadpobudliwych dzieciaków. Czego można się nauczyć w ciagu kilku godzin zajęć teoretycznych? Tylko praktyka.
budo_avbert
Ponad rok temu
Nie wiem tylko, czy nie przesadzę i czy nie będą miały z tego powodu jakiejś traumy. :twisted:
pozdrawiam
k
Nimi sie nie martw. Ważne żebyś ty nie miał jakiejś traumy
Szczenięta są złośliwe i będą robić wszystko zeby wyprowadzić Cię z równowagi.
Tylko spokój może tu być pomocny. :wink:
A i nie bij w ciemiączko
budo_ligeia
Ponad rok temu
A mi się wydaje, że nie wystarczy. A co zrobisz, jak dzieciak nie zechce wykonać jakiejś techniki? Każesz mu robić karne pompki, siedzieć w kącie w seiza czy zignorujesz to? No właśnie. Można też postępować metodą prób i błędów. Jak jedne dzieciaki odejdą, to przyjdą nowe. A interes będzie się kręcił dalej. :roll:Tak więc o ile kursy pedagogiczne dla instruktorów na pewno nikomu nie zaszkodzą, wygląda na to, że "wystarczy" jak trener będzie cierpliwy (ciach)
A z ciekawostek, pamiętam, jak jeden z instruktorów od nas opowiadał kiedyś, że czasem pokaże jakąś technikę na treningu, potem widzi, że technika nikomu nie idzie, ale to ewidentnie nikomu, wtedy nie czeka bez końca, aż w końcu komuś się uda to załapać, tylko pokazuje inną technikę, może łatwiejszą, bardziej przyswajalną, a do tej niewychodzącej wraca kiedy indziej. Może to nic nadzwyczajnego, ale jest to właśnie jeden z "trików", które można zastosować, kiedy coś idzie niezgodnie z planem.
budo_ligeia
Ponad rok temu
budo_avbert
Ponad rok temu
Doświadczony rodzić jest w stanie 100 razy lepiej radzić sobie z dziecmi niz pani psycholog po pedagogice.
A kto to jest doświadczony rodzic? Czy ten co ma piatkę dzieci?.
Doświadczony rodzic to ten co potrafi bez użycia hmm ekstremalnych form przemocy wyegzekwować od dziecka oczekiwane zachowania. W taki sposób żeby dzieciak akceptował potrzebę tych zachowań.
Doświadczony instruktor też to potrafi w powyższym zakresie tylko na nim ciąży o wiele mniejsza odpowiedzialność /godzinny trening/.
budo_replicant
Ponad rok temu
No cóż, aikido to nie szkoła podstawowa, nie każdy musi dostać świadectwo. I nie chodzi tu o to czy interes się będzie kręcił, tylko o to, że z założenia powinni to robić ludzie, którym się to podoba i przychodzą bo chcą. O ile na zajęcia dodatkowe w postaci np. kursu językowego można chodzić z przymusu (bo np. do pracy albo wyjazdu potrzebny) o tyle nie ma innej motywacji dla aikido niż "I'm lovin' it" :twisted: .A mi się wydaje, że nie wystarczy. A co zrobisz, jak dzieciak nie zechce wykonać jakiejś techniki? Każesz mu robić karne pompki, siedzieć w kącie w seiza czy zignorujesz to? No właśnie. Można też postępować metodą prób i błędów. Jak jedne dzieciaki odejdą, to przyjdą nowe. A interes będzie się kręcił dalej. :roll:Tak więc o ile kursy pedagogiczne dla instruktorów na pewno nikomu nie zaszkodzą, wygląda na to, że "wystarczy" jak trener będzie cierpliwy (ciach)
Co oczywiście nie oznacza, że nie należy dzieciaków zachęcać, ostatecznie młode są i głupie i nie wiedzą jeszcze co dla nich dobre
Można też przerwać ćwiczenia i pokazać jeszcze raz, można też rozbić technikę na kilka faz i wprowadzać kolejne elementy po opanowaniu podstaw, itp. itd.A z ciekawostek, pamiętam, jak jeden z instruktorów od nas opowiadał kiedyś, że czasem pokaże jakąś technikę na treningu, potem widzi, że technika nikomu nie idzie, ale to ewidentnie nikomu, wtedy nie czeka bez końca, aż w końcu komuś się uda to załapać, tylko pokazuje inną technikę, może łatwiejszą, bardziej przyswajalną, a do tej niewychodzącej wraca kiedy indziej. Może to nic nadzwyczajnego, ale jest to właśnie jeden z "trików", które można zastosować, kiedy coś idzie niezgodnie z planem.
Jak ktoś usiłuje forsować trening mimo kompletnego braku przyswojenia ze strony ćwiczących to i kurs mu nie pomoże.
Ave!Doświadczony rodzic to ten co potrafi bez użycia hmm ekstremalnych form przemocy wyegzekwować od dziecka oczekiwane zachowania. W taki sposób żeby dzieciak akceptował potrzebę tych zachowań.
Widziałem kiedyś w telewizji taki program, w którym rodzice (chyba gdzieś w usa, ale głowy nie dam) byli tak zdesperowani i przerażeni wizją odrzucenia przez dzieci (tak na oko 7-10lat), że zwrócili się do psychologa. Tragizm sytuacji polegał na tym, że rodzice zostali wyposażeni w ukryte kamery i mikrofony dzięki którym pani psycholog z ukrycia mogła obserwować zachowania rodziny np. na placu zabaw, i na bieżąco dawać dobre rady. Ręce mi opadały jak słyszałem np. radę dla ojca: "a teraz pochwal go głośno, wiem że to dla ciebie krępujące i nietypowe zachowanie, ale to pomoże wam nawiązać więź". 8O 8O :roll:
budo_ligeia
Ponad rok temu
No i właśnie mi cały czas o to chodzi, że kurs powinien uczyć dobrych zachowań, a oduczać złych. Żeby instruktor wiedział, kiedy forsować, kiedy odpuścić i takdalej.Jak ktoś usiłuje forsować trening mimo kompletnego braku przyswojenia ze strony ćwiczących to i kurs mu nie pomoże.
P.S. Nie wiem czy ta uwaga była do instruktora, którego przykład podałam? Dodam tylko, że instruktorem jest bardzo dobrym i ma podejście zarówno do dzieciaków, jak i do dorosłych.
budo_athropina
Ponad rok temu
To raczej o idealnym rodzicu napisałeś :wink:Doświadczony rodzic to ten co potrafi bez użycia hmm ekstremalnych form przemocy wyegzekwować od dziecka oczekiwane zachowania. W taki sposób żeby dzieciak akceptował potrzebę tych zachowań.
Z rodzicielstwem jak z aikido - całe życie sie człowiek uczy, jeśli oczywiście chce.
Chyba jednak większa.Doświadczony instruktor też to potrafi w powyższym zakresie tylko na nim ciąży o wiele mniejsza odpowiedzialność /godzinny trening/.
budo_replicant
Ponad rok temu
A Ty się na te kursy uparłaśNo i właśnie mi cały czas o to chodzi, że kurs powinien uczyć dobrych zachowań, a oduczać złych. Żeby instruktor wiedział, kiedy forsować, kiedy odpuścić i takdalej.Jak ktoś usiłuje forsować trening mimo kompletnego braku przyswojenia ze strony ćwiczących to i kurs mu nie pomoże.
P.S. Nie wiem czy ta uwaga była do instruktora, którego przykład podałam? Dodam tylko, że instruktorem jest bardzo dobrym i ma podejście zarówno do dzieciaków, jak i do dorosłych.
A uwaga nie dotyczyła Twojego znajomego, jak sama piszesz świetnie sobie radzi
No co Ty? przecież trener nie musi się martwić co wyrośnie z jego uczniów za 20 lat, jego problemem jest tylko aby się milusińscy w sparingu nie okaleczyliChyba jednak większa.
budo_athropina
Ponad rok temu
oczywiscie że nie musiprzecież trener nie musi się martwić co wyrośnie z jego uczniów za 20 lat
to wg mnie to nie jest tylkojego problemem jest tylko aby się milusińscy w sparingu nie okaleczyli
Kiedy pokazuję któremuś ze studentów jak się posługiwać ostrzejszym niż brzytwa narzędziem, bo muszę go tego nauczyć, to jestem za niego w dużym stopniu odpowiedzialna. Nie mogę go z oka spuscić. A zanim i jeśli w ogóle to kiedyś będę mogła zrobić to muszę być pewna, że np nie przylezie mi kiedyś na kacu z trzęsącymi się łapkami popracować, albo nie będzie sie tym posługiwał w obecnosci większej grupy osób. I nie muszę się marwić czy mu się to kiedyś w życiu przyda albo jak sobie będzie radził z innymi ostrymi narzędziami, bo to już nie mój problem.
budo_ligeia
Ponad rok temu
A Ty się na te kursy uparłaś
. (ciach)
Co do kursów jeszcze, wiem tylko, że jest część teoretyczna i praktyczna. Ta druga polega na prowadzeniu treningu/treningów, podczas których rolę dzieciaczków mogą odgrywać inni instruktorowie, naśladując ich zachowania, zaobserwowane na macie.
Kto powinien prowadzić? Oczywiście, że praktyk, a nie teoretyk. I wykłady i zajęcia praktyczne. Ale czym ma zainteresować słuchaczy? Ma przekazać swoją wiedzę. Jak ktoś się stara o dyplom instruktora, to zdaje sobie sprawę, że przychodzi na kurs zdobyć dodatkową wiedzę, a nie do kina, gdzie podadzą mu wszystko lekko, łatwo i przyjemnie. Poza tym, IMHO, ktoś, kto prowadzi z powodzeniem treningi i jest w stanie zainteresować nimi ćwiczących, będzie w stanie przekazać swoją wiedzę (w interesujący sposó
A jak ktoś, kto nie posiada wiedzy praktycznej może przekazać komuś to, co wyczytał w mądrych książkach? Że podam przykład z własnego podwórka: Jak metodyk może przekazać przyszłym nauczycielom wiedzę metodyczną, jeśli sam się do przekazywanych zasad nie stosuje? Jak osoba nieasertywna może prowadzić kurs asertywności? Jak psycholog może pomóc komuś, jeśli sam ma problemy? I tak dalej...I tu wracamy do punktu wyjścia, że ten ktoś powinien być wyszkolony do szkolenia instruktorów i tak można w kółko. Nie wierzę w to tak samo jak w różne kursy asertywności, podnoszenia własnej wartości i inne mechanizmy na wyciąganie kasy od zdołowanych ludzi.
Praktykowi łatwiej będzie przekazać swoją wiedzę, która, oczywiście może brać swoje początki w teorii, ale tą solidną podstawą powinna być praktyka.
Jeszcze na koniec ponowię swoją prośbę: Może ktoś napisze jak taki kurs dokładnie wygląda? (dzięki Irimi za poprzednią odpowiedź)
budo_chemik
Ponad rok temu
A przecież taki kurs zazwyczaj wygląda jak szkoła przetrwania dla kandydatów na instruktorów (jak nie umrzeć z nudów podczas 2 godzinnego wykładu). Mówisz, że takie kursy powinni prowadzić doświadczeni instruktorzy, ale w czym doświaczeni? Bo ktoś kto świetnie sobie radzi z dzieciakami na macie, niekoniecznie zainteresuje dorosłych w sali wykładowej. I tu wracamy do punktu wyjścia, że ten ktoś powinien być wyszkolony do szkolenia instruktorów i tak można w kółko.
Że się wtrące niechcący.
Ze swojego kursu instruktorskiego dla karacistów pamiętam, że oprócz zajęć teoretycznych mieliśmy również zajęcia praktyczne, w tym zajęcia z dzieciakami. I akurat te zajęcia z jednej strony były najciekawsze (stare byki bawiły się na nich lepiej niż dzieciaki) a z drugiej najsurowiej oceniane przez prowadzących. Czyli można jak się chce.
A tak z innej beczki, kiedyś kolega, nie mogąc poradzić sobie z bandą dzieciaków, wyprowadził ich na korytarz, gdzie sobie skakali i robili pompki na całej długości. On oczywiście z nimi na początek. Wracają na salę, kolega upocony, dzieciaki jakieś takie spokojniejsze, a tu podchodzi do niego najmniejszy bombel i mówi "plose pana a kiedy pójdziemy znowu na kolytaz"
